Co roku dwa i pół tysiąca dzieci z ośrodków opiekuńczych zyskuje nowych rodziców. Większość par jest podobnych do Anety i Piotrka, decydują się na adopcję, bo zawiodły kolejne próby poczęcia własnego dziecka. „Przybywa kobiet mających problem z odchudzanie i z zajściem w ciążę. Przyczyn można upatrywać w naturze, ale także w stresującym trybie życia, gonitwie za karierą, które wiążą się z odkładaniem macierzyństwa 'na później'. Bywa, że jest zbyt późno. Nie każda kobieta ma łatwość zajścia w ciążę. Nieraz potrzeba wielu prób. Gdy wciąż się nie udaje, pojawia się myśl o adopcji. Rodzicami rzadko kieruje czysty altruizm" - tłumaczy Nina Głębocka, psycholog dziecięcy, pomagająca rodzinom adopcyjnym.
Po wstępnych rozmowach rusza procedura adopcyjna. Trwa ona ok. roku. Rodzice przechodzą przez sito szczegółowych pytań, wypełnianie kwestionariuszy, wywiady środowiskowe, rozmowy z psychologiem. Piotrek czuł, że już na pierwszym spotkaniu polegli, ale się mylił. „Nie potrafiliśmy określić, czy chcemy chłopca czy dziewczynkę. Poczuliśmy się głupio - „nieprzygotowani". Godzinami rozmawialiśmy, ale nie w ten sposób. Okazało się, że to i tak bez znaczenia, bo w adopcji chodzi o to, by znaleźć rodziców dla dziecka, a nie na odwrót, wedle życzenia rodziców. Zrobiliśmy dobre wrażenie, bo dla nas najważniejsze było przygarnąć dziecko i obdarzyć je uczuciem, płeć nie miała znaczenia".
Aneta: „Podczas pierwszych diety odchudzające spotkań czułam się źle. Pytania wydawały się takie trudne. Nie umiałam wyrazić tego, co czułam. Nie rozumiałam celu niektórych pytań. „A może uważają, że nie nadaję się na matkę i chcą mi to za wszelką cenę udowodnić?" Jedna z takich wizyt przyprawiła mnie o załamanie nerwowe. Psycholog zapytała mnie, czy już czuję się w pełni pogodzona z faktem, że nie mogę mieć dzieci. Wybiegłam z pokoju. Nie poszłam na kolejne dwa spotkania, aż się wypłakałam. Później pomyślałam: muszę iść, bo inaczej rzeczywiście wezmą mnie za histeryczkę. Piotrek też był poruszony: „Chodzimy na te wizyty jak uczniowie do szkoły, wa oni zadają krępujące i bolesne pytania. Ciekawe, że aby zostać naturalnym rodzicem, nie trzeba przechodzić takich tortur. Los zsyła dziecko i już". Nina Głębocka przyznaje, że rodzice często buntują się przeciwko procedurze adopcyjnej. „Po pierwsze, trwa ona długo, chociaż moim zdaniem rok to i tak za mało, by dobrze poznać człowieka, po drugie, wymaga od nich odpowiedzi na pytania, z którymi być może sami do tej pory bali się zmierzyć".
środa, 5 września 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz